Tak to się zaczyna…

Mam na imię Beata i… sporo lat. Mieszkam w małym mieście w centrum Polski. Dzieciństwo miałam szczęśliwe, młodość – stosunkowo – burzliwą a dorosłość… długo nie byłam dorosła.

Klika lat temu zawalił się mój cały świat. Zmarła moja przyjaciółka, z którą przyjaźniłam się całe życie. Później zmarli moi najbliżsi. Zostałam oszukana przez byłego pracodawcę i straciłam pracę. Planowa operacja zakończyła się potężnymi komplikacjami. Groziła mi sepsa, a w lżejszym przypadku ucięcie nogi.

Ale tak się nie stało.

Musiałam zakwestionować wszystko, co do tej pory wiedziałam o życiu.

Żeby wyzdrowieć, musiałam zakwestionować ,,wiarę” w medycynę. Opisałam to na blogu BIOtalerz.pl. Gdy ciało zaczęło dochodzić do zdrowia, odezwała się dusza – a ja? Co ze mną? Zapomniałaś?..

I wtedy zaczęła się jazda! Jak kostki domina padały kolejne mity, od dziecka wpajane przez nauczycieli, ale także nieświadomych swych działań rodziców. Kolejny raz zakwestionowałam wszystko, co wiedziałam o życiu.

Nie ma jednej drogi. Każdy z nas jest inny i każdy zaczyna w innym momencie, z innym bagażem doświadczeń. Choć zazwyczaj dzieje się to po przejściach. Przeczytałam w ciągu roku ponad 50 książek – niektóre zwiodły mnie na manowce, inne – warte były przeczytania dla jednego zdania, jeszcze inne – pomogły.

Zrozumiałam, że rację ma Sergiej Łazariew, który w jednej ze swoich książek napisał: ,,Człowiek nie rodzi się, by konsumować. Człowiek rodzi się, aby być szczęśliwym…”

Musiałam stracić wszystko, by stać się szczęśliwym człowiekiem.

Bedę zachęcać Was do szukania. Pytania i kwestionowania. Warto szukać swojej drogi. Każdy z nas ma ją w sobie.

Dodaj komentarz